SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU ! ;D wiem, że parę godzin temu dodałam 2 rozdział, ale chciałam złożyć wam życzenia na 2013 rok, miejmy nadzieję że będzie on lepszy. No i może w końcu One Direction odwiedzą Polskę ( czyli Narnie ). Więc tak życzę wam szczęścia, miłości, radości i czego sobie tam jeszcze życzycie w nadchodzącym roku! ;D Kocham Was! <3
poniedziałek, 31 grudnia 2012
Rozdział 2
Obudziłam się o 6:25 czyli 5 minut przed czasem no po prostu istne szaleństwo. Wygrzebałam się z łóżka i ubrałam się w czerwone rurki, koszulkę w paski ( wspominałam wam że kocham paski? nie? no to teraz wam to mówię ;D KOCHAM PASKI ! ) do tego moje kochane trampeczki. Potem odwiedziłam kuchnie i zjadłam płatki i znowu wróciłam do łazienki, przecież się nie umalowałam, ahh głupia ja hahaha (Marysia nie komentuj tego błagam ) . Po 15 minutach makijaż był gotowy nawet warkocza na bok sobie zrobiłam. Spojrzałam na zegarek 7:20 dobra dzisiaj jadę samochodem bo mnie bolą nogi i ogólnie jestem leniem. Wzięłam torbę, zamknęłam dom i wsiadłam do mojego kochanego autka. Przed szkołą znalazłam się po jakichś 30 minutach ( nie mówiłam że korki ), rety jestem 10 minut przed czasem ale spoko spoko pierwszą mam dzisiaj historie a ja kocham babkę od tego przedmiotu, no zajebista baba nie to co przyjebany Brant ;D. Teraz mam mały problem, zapomniałam szyfru do szafki, hmm, myśl Van, myśl. Eureka już wiem, moja data urodzenia, brawo Vanesso, brawo. Wzięłam potrzebne książki i poszłam do sali 29. Chyba każdy uczeń ma listę ulubionych nauczycieli i ja też taką mam, a są na niej : babka od historii, wf i pan od biologii. Pani Jeferson dotarła do sali 5 minut po mnie, lekcja skończyła się bardzo szybko czego żałowałam. Jednak nie na długo bo dzisiaj moją drugą lekcją jest biologia, oł jee. Po drodze do sali 25 zaczepiło mnie paru debili z pytaniem "umówisz się ze mną" a co to ja jestem ? Aż tak mnie nie pojebało, wybaczcie. Nienawidzę swojego życia i tego, że jestem znana nie wiem jak Jay to wytrzymuje, ja już mam tego dosyć. Na biologii kroiliśmy żabki, łaaa nie wiedziałam że to małe stworzonko jest tak dziwnie zbudowane, oczywiście jak zawsze na tej lekcji nikt nie chciał być ze mną w grupie, bo jak to mówią mnie ciekawi tylko maltretowanie zwierzątek, no sorry. Zaprzeczała nie będę bo nie wypada. Nadeszła 3 lekcja, czyli 45 minut z Brantem w jednej sali, ehh... współczuje tym ludziom.
- Ness masz iść do dyrektora - usłyszałam ten znienawidzony przeze mnie głos
- cholera! ile razy mam powtarzać, że nie życzę sobie, aby pan tak do mnie mówił
- mówię jak chce, a teraz do dyrektora!
- hahahah no chyba pana Bóg opuścił, za taką postawę wobec ucznia można pana zwolnić, zero szacunku do człowieka
- ja nie mam szacunku?
- nie Święty Stasiu, no chyba kurde nie ja, więc znaczy, że pan proste i logiczne
- ty nie masz szacunku gówniaro - dopiero teraz zauważyłam, że cała klasa obserwuje tą kłótnie, a co mi tam niech mają trochę rozrywki
- widzę, że szkoda czasu na tą rozmowę, która i tak mi nic nie daje bo człowiek nie powinien się kłócić z gównem, ale mogę obiecać panu jedno uprzykrzę panu życie do końca roku szkolnego, obiecuje ze mną panu tak łatwo nie pójdzie, a teraz przepraszam, ale dyrektor mnie oczekuje, żegnam - powiedziałam wychodząc z klasy
Będąc już przy drzwiach dyrektora, weszłam jak zawsze, bez pukania (ale przecież to żadna nowość)
- dobry
- cześć Van, zaraz się zjawią nasi goście, a zmieniając temat słyszałem o kolejnej sprzeczce z Brantem, o co znowu poszło?
Kurde dobrych ma szpiegów, no ale wytłumaczyłam mu wszystko po kolei, zauważyłam, że bardzo go to zaciekawiło.
Właśnie skończyłam mówić, gdy ktoś zapukał do drzwi, nagle 5 chłopaków wpadło do gabinetu. O Jezu, Jezu to One Direction, czy ja dobrze widzę czy mam jebane halucynacje, ale nie przypominam sobie żebym dzisiaj jadła grzybki.
- Witam chłopcy to Vanessa będzie was oprowadzać po szkole... - zauważyłam że Tom chciał coś jeszcze dodać, ale oczywiście mu przerwałam
- tak, tak bardzo urzekłeś mnie tą gadką, ale teraz pozwól, że w końcu ich oprowadzę - Bronson się jedynie uśmiechnął, więc jest dobrze.
Jakoś tak po godzinie chłopcy zwiedzili ( kurwa normalnie jak w muzeum ) już prawie wszystko od szatni, aż po bibliotekę, która jest aż na 4 piętrze.
- Vanessa, a gdzie jest łazienka? Bo wiesz włosy mi się popsuły - zgadnijcie kto to powiedział, no jasne że Malik
- za tym zakrętem
- to ja zaraz wracam - powiedział i już go nie było
Więc co nam pozostało? Czekaliśmy na Zayna stojąc koło tej przeklętej biblioteki.
- chłopaki a ogólnie do jakiej klasy będziecie chodzili?
- do 3 a co? - odpowiedział Harry
- jaki ty mądry jesteś, wiem która klasa jełopie interesuje mnie jaki wychowawca - taa wredna Van wróciła
- hahahahahaha pani Morgan od wf - powiedział śmiejący się z miny Loczka Louis
- no to witam was w mojej klasie - powiedziałam z wyszczerzem
- super - powiedzieli równo Liam i Niall
Tą jakże zacną konwersację przerwał nam Zayn, który w końcu wyszedł z łazienki. Pokazałam chłopakom jeszcze sale gimnastyczną po czym wróciliśmy do Toma
- jesteśmy - powiedziałam wchodząc do gabinetu, wy już wiecie że robię to bez pukania
- dzięki Van, chodźcie chłopaki
Teraz dopiero zauważyłam, że stoją na korytarzu i patrzą na mnie jak na wariatkę a może nawet jak na kosmitkę. E tam przyzwyczają się.
- Chłopcy Ness pokazała wam wszystko?
- tak - odpowiedzieli chórkiem, muszę przyznać świetnie im to wyszło
- to dobrze, a więc zaczynacie od jutra waszym wychowawcą będzie panna Morgan od wychowania fizycznego, a tak na marginesie jest ktoś zainteresowany naborami do szkolnej drużyny piłkarskiej? - czy on mi kurde robi na złość
- panna? - tsaa Harold i babcie, oł jee
- nawet na to nie licz Harry
- pewnie Louis będzie chciał dołączyć do drużyny - powiedział Liam, całkowicie olewając moją wymianę zdań z Hazzą.
- tak, tak ja a o co chodzi? - no obudziła się śpiąca królewna
- nabory są dzisiaj o 18:30, jak chcesz to Van wyjaśni więcej bo ona jest...
- Tom nie zanudzaj chłopaków, a wiesz ja mam do ciebie sprawę dzisiaj przyjeżdża mój brat a mi została jedna lekcja, zwolnisz mnie? - przerwałam robiąc minkę al'a kot ze Shreka
- ehh... jaka lekcja?
- taka tam geografia, to jak będzie bo muszę zakupy zrobić, a nie chce mi się uciekać przez to małe okienko w łazience
- udam, że tego nie słyszałem, zwolnię cie tylko odprowadź chłopców do drzwi
- no dobra, dobra już idę, muszę zrobić dużo zakupów bo mój brat z kolegami przyjeżdża
- z Maxem ? Tomem? i Silvą?
- jeszcze Nathanem, ale tak tamci też będą
- no to pozdrów tych debili
- hahaha się wie, no to pa Tom i dzięki za wszystko
- nie ma sprawy, do zobaczenia!
Po tych słowach wyszłam z gabinetu, a 1D podążało za mną jak pieski, kurde ciekawe jak oni sobie jutro dadzą rade, a Tom mało co mnie nie wydał, ja go kiedyś zabije obiecuje. Nasze drogie tapeciarki będą miały podnietę, współczuje chłopakom, szczerze.
- no to chłopcy do jutra - powiedziałam odchodząc w stronę mojego samochodu
- zaczekaj, mam pytanie mogę pojechać z tobą na zakupy? bo samemu mi się nie chce - boże te oczyska Zayna tworzą cuda
- nie no spoko, chodź Malik
- wiesz mój samochód jest w tamtą stronę
- dziękuje przyjechałam swoim, no idziesz? - powiedziałam zdenerwowana, no bo kurde mi się na prawdę śpieszy
- taa czekaj chwilkę, Liam! - on to potrafi się wydrzeć, ale Payne dosłownie 15 sekund później już zabierał kluczyki Zayna, grunt to dobra postawa czyż nie?
Zaprowadziłam tego czarnowłosego chłopaka do mojego samochodu, troszeczkę mu gałki oczne wyszły na widok mojego autka, ale cóż rodzice mi go zafundowali ja się dla nich nie liczę więc chociaż prezenty dostaje.
- woow! to twój samochód?
- no tak
- zawsze chciałem mieć takie Ferrari, ten samochód jest cudowny
- oj no już przestań tak komplementować bo się autko zaczerwieni - jestem mistrzem w sensownych odpowiedziach, haha.
Jak w końcu ogarnęłam Mulata i wpakowałam do do samochodu to minęło jakieś 3 minuty, ten człowiek jest dziwny. Pojechaliśmy do najbliższego supermarketu czyli po polsku pojechaliśmy do Tesco. Przez całą drogę Zayn wypytywał mnie np o ulubiony kolor, film, o to co robię w innym czasie i jakie mam hobby. Zanim dojechaliśmy puściłam muzykę, całkowicie zapomniałam, że w odtwarzaczu mam płytę One Direction. Malik jak usłyszał czego słucham to spojrzał na mnie oczami jak pięć złotych, hahaha zabawny widok.
- no co?
- nie wiedziałem, że jesteś naszą fanką
- jeszcze dużo rzeczy o mnie nie wiesz
- np.?
- jestem kapitanem szkolnej drużyny piłkarskiej
- kobiety nie grają w nogę
- jak nie jak tak i weź nie dyskryminuj kobiet
- wiesz, że Lou gra i chce dołączyć do drużyny szkolnej
- słyszałam, no to będzie miał niespodziankę jak mnie zobaczy
- i to jaką, a mogę cię jeszcze o coś spytać?
- no niech stracę, pytaj
- czemu jesteś z dyrektorem po imieniu ?
- długa historia, ale w gruncie rzeczy to dlatego, że jestem u niego bardzo często
- czyli jesteś taką bad girl
- powiedzmy
- a mogę zadać ci jeszcze jedno pytanie?
- ale szybko zanim się rozmyśle
- jesteś siostrą Jaya z The Wanted?
- tak,a co?
- bo my się z nimi nie lubimy, ale polubiliśmy ciebie
- fajnie, oo jesteśmy
Chwile potem już wysiadaliśmy z samochodu, w sklepie do wózka wrzucałam wszystko co było możliwe na sam koniec zapakowałam zgrzewkę piwa i ruszyłam do kasy. Tam spotkałam Zayna miał tak samo zapakowany wózek jak ja na co się tylko uśmiechnęłam.
- no to Zayn gdzie cię podwieźć? - spytałam jak znajdowaliśmy się już w samochodzie
- na Routhstreet
- okeeej, no to w drogę
Po 15 minutach byliśmy na miejscu, Malik zadzwonił po chłopaków bo stwierdził że sam tylu reklamówek taszczył nie będzie.
- a Zayn tylko nie mów nikomu wiesz o czym
- postaram się, ale ciężko będzie nie dopiec Lou
Za jakieś 2 minuty chłopcy zaszczycili nas swoją obecnością, wzięli reklamówki, pożegnaliśmy się i pojechałam w stronę własnego domu. W między czasie spojrzałam na zegarek, świetnie jest 17:20 to znaczy, że kosmici już są. Yeaah! Czemu droga do chłopaków była szybsza niż do mojego domu, no Jezu Chryste pieprzone korki. W końcu 20 minut później już podjeżdżałam na podjazd przed domem, wzięłam parę reklamówek i poszłam w stronę drzwi wejściowych. To co zastałam w środku przeszło moje najśmielsze oczekiwania...
- Ness masz iść do dyrektora - usłyszałam ten znienawidzony przeze mnie głos
- cholera! ile razy mam powtarzać, że nie życzę sobie, aby pan tak do mnie mówił
- mówię jak chce, a teraz do dyrektora!
- hahahah no chyba pana Bóg opuścił, za taką postawę wobec ucznia można pana zwolnić, zero szacunku do człowieka
- ja nie mam szacunku?
- nie Święty Stasiu, no chyba kurde nie ja, więc znaczy, że pan proste i logiczne
- ty nie masz szacunku gówniaro - dopiero teraz zauważyłam, że cała klasa obserwuje tą kłótnie, a co mi tam niech mają trochę rozrywki
- widzę, że szkoda czasu na tą rozmowę, która i tak mi nic nie daje bo człowiek nie powinien się kłócić z gównem, ale mogę obiecać panu jedno uprzykrzę panu życie do końca roku szkolnego, obiecuje ze mną panu tak łatwo nie pójdzie, a teraz przepraszam, ale dyrektor mnie oczekuje, żegnam - powiedziałam wychodząc z klasy
Będąc już przy drzwiach dyrektora, weszłam jak zawsze, bez pukania (ale przecież to żadna nowość)
- dobry
- cześć Van, zaraz się zjawią nasi goście, a zmieniając temat słyszałem o kolejnej sprzeczce z Brantem, o co znowu poszło?
Kurde dobrych ma szpiegów, no ale wytłumaczyłam mu wszystko po kolei, zauważyłam, że bardzo go to zaciekawiło.
Właśnie skończyłam mówić, gdy ktoś zapukał do drzwi, nagle 5 chłopaków wpadło do gabinetu. O Jezu, Jezu to One Direction, czy ja dobrze widzę czy mam jebane halucynacje, ale nie przypominam sobie żebym dzisiaj jadła grzybki.
- Witam chłopcy to Vanessa będzie was oprowadzać po szkole... - zauważyłam że Tom chciał coś jeszcze dodać, ale oczywiście mu przerwałam
- tak, tak bardzo urzekłeś mnie tą gadką, ale teraz pozwól, że w końcu ich oprowadzę - Bronson się jedynie uśmiechnął, więc jest dobrze.
Jakoś tak po godzinie chłopcy zwiedzili ( kurwa normalnie jak w muzeum ) już prawie wszystko od szatni, aż po bibliotekę, która jest aż na 4 piętrze.
- Vanessa, a gdzie jest łazienka? Bo wiesz włosy mi się popsuły - zgadnijcie kto to powiedział, no jasne że Malik
- za tym zakrętem
- to ja zaraz wracam - powiedział i już go nie było
Więc co nam pozostało? Czekaliśmy na Zayna stojąc koło tej przeklętej biblioteki.
- chłopaki a ogólnie do jakiej klasy będziecie chodzili?
- do 3 a co? - odpowiedział Harry
- jaki ty mądry jesteś, wiem która klasa jełopie interesuje mnie jaki wychowawca - taa wredna Van wróciła
- hahahahahaha pani Morgan od wf - powiedział śmiejący się z miny Loczka Louis
- no to witam was w mojej klasie - powiedziałam z wyszczerzem
- super - powiedzieli równo Liam i Niall
Tą jakże zacną konwersację przerwał nam Zayn, który w końcu wyszedł z łazienki. Pokazałam chłopakom jeszcze sale gimnastyczną po czym wróciliśmy do Toma
- jesteśmy - powiedziałam wchodząc do gabinetu, wy już wiecie że robię to bez pukania
- dzięki Van, chodźcie chłopaki
Teraz dopiero zauważyłam, że stoją na korytarzu i patrzą na mnie jak na wariatkę a może nawet jak na kosmitkę. E tam przyzwyczają się.
- Chłopcy Ness pokazała wam wszystko?
- tak - odpowiedzieli chórkiem, muszę przyznać świetnie im to wyszło
- to dobrze, a więc zaczynacie od jutra waszym wychowawcą będzie panna Morgan od wychowania fizycznego, a tak na marginesie jest ktoś zainteresowany naborami do szkolnej drużyny piłkarskiej? - czy on mi kurde robi na złość
- panna? - tsaa Harold i babcie, oł jee
- nawet na to nie licz Harry
- pewnie Louis będzie chciał dołączyć do drużyny - powiedział Liam, całkowicie olewając moją wymianę zdań z Hazzą.
- tak, tak ja a o co chodzi? - no obudziła się śpiąca królewna
- nabory są dzisiaj o 18:30, jak chcesz to Van wyjaśni więcej bo ona jest...
- Tom nie zanudzaj chłopaków, a wiesz ja mam do ciebie sprawę dzisiaj przyjeżdża mój brat a mi została jedna lekcja, zwolnisz mnie? - przerwałam robiąc minkę al'a kot ze Shreka
- ehh... jaka lekcja?
- taka tam geografia, to jak będzie bo muszę zakupy zrobić, a nie chce mi się uciekać przez to małe okienko w łazience
- udam, że tego nie słyszałem, zwolnię cie tylko odprowadź chłopców do drzwi
- no dobra, dobra już idę, muszę zrobić dużo zakupów bo mój brat z kolegami przyjeżdża
- z Maxem ? Tomem? i Silvą?
- jeszcze Nathanem, ale tak tamci też będą
- no to pozdrów tych debili
- hahaha się wie, no to pa Tom i dzięki za wszystko
- nie ma sprawy, do zobaczenia!
Po tych słowach wyszłam z gabinetu, a 1D podążało za mną jak pieski, kurde ciekawe jak oni sobie jutro dadzą rade, a Tom mało co mnie nie wydał, ja go kiedyś zabije obiecuje. Nasze drogie tapeciarki będą miały podnietę, współczuje chłopakom, szczerze.
- no to chłopcy do jutra - powiedziałam odchodząc w stronę mojego samochodu
- zaczekaj, mam pytanie mogę pojechać z tobą na zakupy? bo samemu mi się nie chce - boże te oczyska Zayna tworzą cuda
- nie no spoko, chodź Malik
- wiesz mój samochód jest w tamtą stronę
- dziękuje przyjechałam swoim, no idziesz? - powiedziałam zdenerwowana, no bo kurde mi się na prawdę śpieszy
- taa czekaj chwilkę, Liam! - on to potrafi się wydrzeć, ale Payne dosłownie 15 sekund później już zabierał kluczyki Zayna, grunt to dobra postawa czyż nie?
Zaprowadziłam tego czarnowłosego chłopaka do mojego samochodu, troszeczkę mu gałki oczne wyszły na widok mojego autka, ale cóż rodzice mi go zafundowali ja się dla nich nie liczę więc chociaż prezenty dostaje.
- woow! to twój samochód?
- no tak
- zawsze chciałem mieć takie Ferrari, ten samochód jest cudowny
- oj no już przestań tak komplementować bo się autko zaczerwieni - jestem mistrzem w sensownych odpowiedziach, haha.
Jak w końcu ogarnęłam Mulata i wpakowałam do do samochodu to minęło jakieś 3 minuty, ten człowiek jest dziwny. Pojechaliśmy do najbliższego supermarketu czyli po polsku pojechaliśmy do Tesco. Przez całą drogę Zayn wypytywał mnie np o ulubiony kolor, film, o to co robię w innym czasie i jakie mam hobby. Zanim dojechaliśmy puściłam muzykę, całkowicie zapomniałam, że w odtwarzaczu mam płytę One Direction. Malik jak usłyszał czego słucham to spojrzał na mnie oczami jak pięć złotych, hahaha zabawny widok.
- no co?
- nie wiedziałem, że jesteś naszą fanką
- jeszcze dużo rzeczy o mnie nie wiesz
- np.?
- jestem kapitanem szkolnej drużyny piłkarskiej
- kobiety nie grają w nogę
- jak nie jak tak i weź nie dyskryminuj kobiet
- wiesz, że Lou gra i chce dołączyć do drużyny szkolnej
- słyszałam, no to będzie miał niespodziankę jak mnie zobaczy
- i to jaką, a mogę cię jeszcze o coś spytać?
- no niech stracę, pytaj
- czemu jesteś z dyrektorem po imieniu ?
- długa historia, ale w gruncie rzeczy to dlatego, że jestem u niego bardzo często
- czyli jesteś taką bad girl
- powiedzmy
- a mogę zadać ci jeszcze jedno pytanie?
- ale szybko zanim się rozmyśle
- jesteś siostrą Jaya z The Wanted?
- tak,a co?
- bo my się z nimi nie lubimy, ale polubiliśmy ciebie
- fajnie, oo jesteśmy
Chwile potem już wysiadaliśmy z samochodu, w sklepie do wózka wrzucałam wszystko co było możliwe na sam koniec zapakowałam zgrzewkę piwa i ruszyłam do kasy. Tam spotkałam Zayna miał tak samo zapakowany wózek jak ja na co się tylko uśmiechnęłam.
- no to Zayn gdzie cię podwieźć? - spytałam jak znajdowaliśmy się już w samochodzie
- na Routhstreet
- okeeej, no to w drogę
Po 15 minutach byliśmy na miejscu, Malik zadzwonił po chłopaków bo stwierdził że sam tylu reklamówek taszczył nie będzie.
- a Zayn tylko nie mów nikomu wiesz o czym
- postaram się, ale ciężko będzie nie dopiec Lou
Za jakieś 2 minuty chłopcy zaszczycili nas swoją obecnością, wzięli reklamówki, pożegnaliśmy się i pojechałam w stronę własnego domu. W między czasie spojrzałam na zegarek, świetnie jest 17:20 to znaczy, że kosmici już są. Yeaah! Czemu droga do chłopaków była szybsza niż do mojego domu, no Jezu Chryste pieprzone korki. W końcu 20 minut później już podjeżdżałam na podjazd przed domem, wzięłam parę reklamówek i poszłam w stronę drzwi wejściowych. To co zastałam w środku przeszło moje najśmielsze oczekiwania...
piątek, 28 grudnia 2012
Rozdział 1
Może zacznę od początku, mam na imię Vanessa, ale znajomi mówią do mnie Van, Ness, albo Nessa. Chodze do liceum dokładnie do trzeciej klasy, oczywiście razem z moją psiapsiółką Mary. Zostało dwa miesiące do końca szkoły, już się nie moge doczekać. W wakacje musze jechać na obóz sportowy, ale o tym poźniej. Z takimi rozmyśleniami wstałam z łóżka bo jest już 6:30, a ja mam na 8 do szkoły, grr... Nienawidzę wstawać tak wcześnie, ale mus to mus. Poszłam do łazienki wcześniej biorąc jakieś ubrania. Ubrałam się na luzie czyli jeansowe rurki, koszulka w paski, bejsbolówka i trampeczki <3. Zrobiłam delikatny makijaż bo tapeciarą nie jestem o co to to nie. Potem poszłam do kuchni o mało nie zabijając się na schodach . Na śniadanie standardowo naszykowałam sobie płatki z mlekiem, które mogłabym jeść na śniadanie, obiad i kolacje. Po jakże moim zacnym posiłku wzięłam torbe i ruszyłam do szkoły. Postanowiłam się przejść bo nie chce mi się jechać samochodem i stać w tych szalonych korkach. Doszłam do szkoły 20 minut przed czasem, mojej przyjaciólki jeszcze nie było, a to dziwne bo ona zawsze jest dużo szybsza ode mnie. Ja zawsze doświadczam zaszczytu spóźniania się na lekcje. W pewnej chwili zadzwonił mój telefon, popatrzyłam na wyświetlacz, a tam "Jay" no to zapowiada się bardzo interesująca rozmowa.
(Ja - J, Jay - B)
J: słucham cię mój w pełni niedorozwinięty bracie
B: grzeczniej młoda grzeczniej
J: tsaa, po co dzwonisz?
B: chce ci powiedzieć, że jutro przyjeżdżam z chłopakami
J: ciekawe gdzie oni będą spać, co?
B: no jak to gdzie, u nas
J: o nie ja z tymi pacanami pod jednym dachem mieszkać nie będę
B: oj no wytrzymasz, proszeeee
J: ehh, kiedy dokładnie przyjeżdżasz?
B: jutro o 14 powinniśmy być
J: okeeej, Jay tęsknię za tobą
B: ja za toba też młoda, ja za tobą też
J: czemu ostatnio nie dzwoniłeś?
B: nie miałem czasu, ale obiecuje ci że nadrobimy ten czas, powygłupiamy się jak kiedyś
J: już się nie moge doczekać
B: dobra Ness powiedz co tam u rodziców?
J: a co ma być? praca, praca i jeszcze raz praca, wszystko jest ważniejsze ode mnie bo to Ty jesteś ich ukochanym dzieckiem
B: nie mów tak
J: ale to prawda , ale nie martw się już się przyzwyczaiłam
B: a co tam u Mary?
J: u Mary dobrze, wiesz to jedyna normalna osoba w tej budzie bo inne to kiciel w majtach mają jak wiedzą, że to ty jesteś moim braciszkiem
B: młoda a ty o której dzisiaj zaczynasz lekcje?
J: o 8 a co?
B: nie chce cię straszyć, ale jest już 8:15
J: o Jezuuu, musze już kończyć pogadamy jutro, kocham Cię, paaa
B: ja ciebie też kocham, a teraz wynocha do szkoły!
Szybko się rozłączyłam i biegiem do sali 26, pierwsza lekcja to angielski, no po prostu cudownie. Znalazłam sale, oczywiśie weszłam bez pukania i zajęłam moje stałe miejsce w ławce.
- nawet nie przeprosisz? - spytał nauczyciel
- za co?
- jak to za co? za spóźnienie i wejście do sali bez pukania - warknął nauczyciel
- nie zamierzam przepraszać i to jeszcze pana na dodatek
- a to niby czemu?
- bo nie jestem pana służącą żeby tu pokłony składać, JA się spóźniłam więc to MOJA sprawa
- o nie takim tonem to nie będziesz do mnie mówiła Nesso
- nie przypominam sobie, żebyśmy byli po imieniu
- wynocha do dyrektora, ale to już !
- a jednak prawda boli, co nie?
Wstałam, zebrałam rzeczy i poszłam w strone gabinetu dyrektora. To naprawdę spoko gość rozumie mnie jak mało kto. Nim się spostrzegłam byłam już przy drzwiach gabinetu Pana Thomasa Bronsona, weszłam jak to miałam w zwyczaju czyli bez pukania.
- dobry
- cześć Van, co tym razem?
- spóźniłam się na lekcje bo brat do mnie zadzwonił, no a profesor Brant się na mnie wydarł i mówi do mnie po imieniu a mi się po prostu nie wydaje abyśmy byli na Ty więc zwróciłam mu uwagę no, a on kazał mi tu przyjść, nie rozumiem tego faceta - wyjaśniłam - a zmieniając temat to masz nową szafkę, nie?
- tak Van to nowa szafka, jako jedyna zauważyłaś
- ma się ten talent wrodzony
- raczej to przez to, że jesteś u mnie kilka razy dziennie
I tutaj miał racje, ale cóż poradzić jak jestem uparta i czasami wredna.
- to tylko z tego powodu, że cię bardzo lubie
- oj Van też cię lubie, ale widze cię częściej niż własną żone
- zabierz ją kolacje, przeproś i nadrób ten czas
- tak zrobie a powracając do tematu profesora Branta, za kare w zbędnej dyskusji masz oprowadzić jutro nowych uczniów po szkole
- uhh, dobra o której mają być?
- zwolnie cie z 3 lekcji, bo akurat wtedy mają się zjawić i musze ci powiedzieć, że to są bardzo ważni ludzie i nie chce żeby zmienili zdanie co do szkoły, więc Van masz zachowywać się kulturalnie
- okeeej, a wiesz że 3 mam angielski? Jezu już ich lubie i wiesz powiem im że dyrektor to spoko gość
- dzięki Van, a teraz idź na lekcje
- dobra, do zobaczenia
- oby nie dzisiaj
- tego nie moge obiecać
Reszta lekcji minęła mi spokojnie, byłam tylko raz u Toma (dyrektora) co jest dla mnie sukcesem. Po skończonej męczarni (szkole) poszłam do Mary bo dzisiaj nie było jej w szkole, a to jest dziwne bo ona nigdy się nie spóźnia no i co najważniejsze nie opuszcza zajęć. Na miejscu byłam po 10 minutach, zapukałam do drzwi, które otworzyła mama mojej przyjaciółki.
- dzień dobry, jest Mary?
- dzień dobry Van, wejdź Marysia jest u siebie. Napijesz się czegoś?
- nie dziękuje, to ja już do niej pójde, do zobaczenia
Do pokoju mojej BFF weszłam bez pukania (żadna nowość, co nie?). Zobaczyłam ją leżącą w łóżku, nie wyglądała za dobrze.
- jej Mary, co ci jest?
- chora jestem, wiesz jakiś wirus. Mam gorączkę, kaszel, katar no i gardło mnie boli
- no to pięknie, nie mogłaś kiedy indziej chorować?
- a co sie stało?
- no bo Jay jutro przyjeżdża z całym zespołem, niestety
- hahah, nie jesteś za miła
- no bo to debile, nie wytrzymam z nimi, ratuuuuuj
- dasz rade, a co tam w szkole się działo?
- byłam dzisiaj u dyrka, a ogólnie mam jutro jakiś nowych oprowadzać
- ciekawe co to za nowi, bo to że byłaś u dyrektora to żadna nowina
- wiem tylko że są bardzo ważni, ha moim frendem jest dyrektor jestem cool i krejzi
- tsaa jasne, jesteś wariatką i jesteś dziwna
- ale i tak mnie kochasz, no bo kto mnie nie kocha, przecież ja jestem super, mega fajna
- hahahahah teraz hahahahah to hahaha mnie hahhahah rozbawiłaś hahahaha, ale masz racje kocham cie
- dobra kocie ja już musze iść, ale wpadne pojutrze bo wiesz jutro mam trening
- okee Van jesteś najlepszą przyjaciółką
- tak wiem
- skromna jesteś
- to też wiem, zdrowiej szybko słońce
Dałam przyjaciółce buziaka w policzek i poszłam do siebie. Zrobiłam sobie obiado-kolacje, czyli tosty z szynką, pomidorem i serem, jeej byłam strasznie głodna. Następnie poszłam do pokoju, odrobiłam lekcje, sprawdziłam fejsa i tt. Później odwiedziłam łazienke, gdzie wzięłam prysznic i przebrałam się w piżamkę ( koszulkę Jaya, która sięgała mi do połowy ud ) i wskoczyłam do łóżeczka, które mnie wołało do siebie. Jejku jutro Jay przyjeżdża będzie się działo oj będzie, stęskniłam się za nim. Zerknęłam jeszcze na zegarek, wskazywał 21:45, ale cóż się dziwić to był ciężki dzień, nawet nie wiem kiedy odpłynęłam w obięcja Morfeusza...
(Ja - J, Jay - B)
J: słucham cię mój w pełni niedorozwinięty bracie
B: grzeczniej młoda grzeczniej
J: tsaa, po co dzwonisz?
B: chce ci powiedzieć, że jutro przyjeżdżam z chłopakami
J: ciekawe gdzie oni będą spać, co?
B: no jak to gdzie, u nas
J: o nie ja z tymi pacanami pod jednym dachem mieszkać nie będę
B: oj no wytrzymasz, proszeeee
J: ehh, kiedy dokładnie przyjeżdżasz?
B: jutro o 14 powinniśmy być
J: okeeej, Jay tęsknię za tobą
B: ja za toba też młoda, ja za tobą też
J: czemu ostatnio nie dzwoniłeś?
B: nie miałem czasu, ale obiecuje ci że nadrobimy ten czas, powygłupiamy się jak kiedyś
J: już się nie moge doczekać
B: dobra Ness powiedz co tam u rodziców?
J: a co ma być? praca, praca i jeszcze raz praca, wszystko jest ważniejsze ode mnie bo to Ty jesteś ich ukochanym dzieckiem
B: nie mów tak
J: ale to prawda , ale nie martw się już się przyzwyczaiłam
B: a co tam u Mary?
J: u Mary dobrze, wiesz to jedyna normalna osoba w tej budzie bo inne to kiciel w majtach mają jak wiedzą, że to ty jesteś moim braciszkiem
B: młoda a ty o której dzisiaj zaczynasz lekcje?
J: o 8 a co?
B: nie chce cię straszyć, ale jest już 8:15
J: o Jezuuu, musze już kończyć pogadamy jutro, kocham Cię, paaa
B: ja ciebie też kocham, a teraz wynocha do szkoły!
Szybko się rozłączyłam i biegiem do sali 26, pierwsza lekcja to angielski, no po prostu cudownie. Znalazłam sale, oczywiśie weszłam bez pukania i zajęłam moje stałe miejsce w ławce.
- nawet nie przeprosisz? - spytał nauczyciel
- za co?
- jak to za co? za spóźnienie i wejście do sali bez pukania - warknął nauczyciel
- nie zamierzam przepraszać i to jeszcze pana na dodatek
- a to niby czemu?
- bo nie jestem pana służącą żeby tu pokłony składać, JA się spóźniłam więc to MOJA sprawa
- o nie takim tonem to nie będziesz do mnie mówiła Nesso
- nie przypominam sobie, żebyśmy byli po imieniu
- wynocha do dyrektora, ale to już !
- a jednak prawda boli, co nie?
Wstałam, zebrałam rzeczy i poszłam w strone gabinetu dyrektora. To naprawdę spoko gość rozumie mnie jak mało kto. Nim się spostrzegłam byłam już przy drzwiach gabinetu Pana Thomasa Bronsona, weszłam jak to miałam w zwyczaju czyli bez pukania.
- dobry
- cześć Van, co tym razem?
- spóźniłam się na lekcje bo brat do mnie zadzwonił, no a profesor Brant się na mnie wydarł i mówi do mnie po imieniu a mi się po prostu nie wydaje abyśmy byli na Ty więc zwróciłam mu uwagę no, a on kazał mi tu przyjść, nie rozumiem tego faceta - wyjaśniłam - a zmieniając temat to masz nową szafkę, nie?
- tak Van to nowa szafka, jako jedyna zauważyłaś
- ma się ten talent wrodzony
- raczej to przez to, że jesteś u mnie kilka razy dziennie
I tutaj miał racje, ale cóż poradzić jak jestem uparta i czasami wredna.
- to tylko z tego powodu, że cię bardzo lubie
- oj Van też cię lubie, ale widze cię częściej niż własną żone
- zabierz ją kolacje, przeproś i nadrób ten czas
- tak zrobie a powracając do tematu profesora Branta, za kare w zbędnej dyskusji masz oprowadzić jutro nowych uczniów po szkole
- uhh, dobra o której mają być?
- zwolnie cie z 3 lekcji, bo akurat wtedy mają się zjawić i musze ci powiedzieć, że to są bardzo ważni ludzie i nie chce żeby zmienili zdanie co do szkoły, więc Van masz zachowywać się kulturalnie
- okeeej, a wiesz że 3 mam angielski? Jezu już ich lubie i wiesz powiem im że dyrektor to spoko gość
- dzięki Van, a teraz idź na lekcje
- dobra, do zobaczenia
- oby nie dzisiaj
- tego nie moge obiecać
Reszta lekcji minęła mi spokojnie, byłam tylko raz u Toma (dyrektora) co jest dla mnie sukcesem. Po skończonej męczarni (szkole) poszłam do Mary bo dzisiaj nie było jej w szkole, a to jest dziwne bo ona nigdy się nie spóźnia no i co najważniejsze nie opuszcza zajęć. Na miejscu byłam po 10 minutach, zapukałam do drzwi, które otworzyła mama mojej przyjaciółki.
- dzień dobry, jest Mary?
- dzień dobry Van, wejdź Marysia jest u siebie. Napijesz się czegoś?
- nie dziękuje, to ja już do niej pójde, do zobaczenia
Do pokoju mojej BFF weszłam bez pukania (żadna nowość, co nie?). Zobaczyłam ją leżącą w łóżku, nie wyglądała za dobrze.
- jej Mary, co ci jest?
- chora jestem, wiesz jakiś wirus. Mam gorączkę, kaszel, katar no i gardło mnie boli
- no to pięknie, nie mogłaś kiedy indziej chorować?
- a co sie stało?
- no bo Jay jutro przyjeżdża z całym zespołem, niestety
- hahah, nie jesteś za miła
- no bo to debile, nie wytrzymam z nimi, ratuuuuuj
- dasz rade, a co tam w szkole się działo?
- byłam dzisiaj u dyrka, a ogólnie mam jutro jakiś nowych oprowadzać
- ciekawe co to za nowi, bo to że byłaś u dyrektora to żadna nowina
- wiem tylko że są bardzo ważni, ha moim frendem jest dyrektor jestem cool i krejzi
- tsaa jasne, jesteś wariatką i jesteś dziwna
- ale i tak mnie kochasz, no bo kto mnie nie kocha, przecież ja jestem super, mega fajna
- hahahahah teraz hahahahah to hahaha mnie hahhahah rozbawiłaś hahahaha, ale masz racje kocham cie
- dobra kocie ja już musze iść, ale wpadne pojutrze bo wiesz jutro mam trening
- okee Van jesteś najlepszą przyjaciółką
- tak wiem
- skromna jesteś
- to też wiem, zdrowiej szybko słońce
Dałam przyjaciółce buziaka w policzek i poszłam do siebie. Zrobiłam sobie obiado-kolacje, czyli tosty z szynką, pomidorem i serem, jeej byłam strasznie głodna. Następnie poszłam do pokoju, odrobiłam lekcje, sprawdziłam fejsa i tt. Później odwiedziłam łazienke, gdzie wzięłam prysznic i przebrałam się w piżamkę ( koszulkę Jaya, która sięgała mi do połowy ud ) i wskoczyłam do łóżeczka, które mnie wołało do siebie. Jejku jutro Jay przyjeżdża będzie się działo oj będzie, stęskniłam się za nim. Zerknęłam jeszcze na zegarek, wskazywał 21:45, ale cóż się dziwić to był ciężki dzień, nawet nie wiem kiedy odpłynęłam w obięcja Morfeusza...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



